Krajobraz ma czyjąś twarz
W lesie można fotografować drzewa. Można też zobaczyć, jak ktoś pokazuje znalezionego grzyba i na chwilę oddaje mu całą uwagę. W tych kadrach interesuje mnie właśnie człowiek: jego gest, skupienie, radość. Miejsce poznajemy również przez ludzi.
Tyle radości mieści się w dłoniach
Grzyby w rękach, zabawkowy koń pod pachą, kaptur nasunięty na oczy. Lubię, kiedy portret zostawia takie szczegóły. Dzięki nim widzę konkretną osobę i konkretną chwilę. Las może wtedy spokojnie zejść na drugi plan. A czasem wystarczy dłoń na ramieniu i dwa kroki zrobione razem. Taki portret nie potrzebuje nawet twarzy.
Pedały mogą odpocząć
Dwie uniesione stopy zmieniają zwykły przejazd w mały spektakl. Ktoś macha, ktoś posyła pocałunek. W takich chwilach wystarczy zauważyć gest i zdążyć. Właśnie tę swobodę chcę zatrzymać: człowieka, który na moment zapomina, jak wypada wyglądać. A potem odwraca głowę i patrzy na góry.
Góry mogą poczekać chwilę
Przy takiej panoramie łatwo oddać całe zdjęcie górom. Tutaj zostawiam pierwszeństwo osobie przed obiektywem. Dopiero potem pozwalam spojrzeniu pobiec dalej. A w ostatnim kadrze odwracam proporcje: człowiek staje się małą czerwoną sylwetką na wielkim stoku.
Dwa spojrzenia w tę samą stronę
W Lutowiskach człowiek i Rebelczad siedzą na motocyklach przed tą samą panoramą. Jeden żywy, drugi ze stali. Obaj wyglądają, jakby za chwilę mieli odjechać. W takich zestawieniach jest coś, czego nie umiem zamknąć w samym słowie „portret”. Dlatego zostawiam trochę miejsca na drogę i na domysł.